"Uśmiech wrócił, bo przecież z jednej podróży wraca się przede wszystkim po to, aby móc zacząć przygotowywać się i cieszyć na następną.

Bo życie to musi być podróż."



Śledź Japończyka na fejsbuku!
https://www.facebook.com/najaponczyka


Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2012. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2012. Pokaż wszystkie posty

sobota, 15 listopada 2014

Stambuł, czyli gdzie Europa przeplata się z Azją. I to na każdym kroku.

W drodze do Aksaray w centralnej Turcji na jeden z projektów, mieliśmy możliwość zostania w Stambule. Tego miasta nigdy dosyć. Całkowicie skradło moje serce. Zawsze chętnie tam wrócę. Chociażby aby móc napić się kawy nad Bosforem.

W drodze z lotniska do centrum, oczywiście metrem, miasto pokazuje swoje oblicza. Z jednej strony wielki port, dźwigi i cała baza spedycyjna. Następnie blokowiska. Zgaduję, że mieszkańcy kilkunastu bloków mają szklanki na sznureczkach, gdyż drgania muszą być wielkie. 

okolice lotniska

Historyczne centrum miasta to teren pomiędzy Hagią Sofią, Błękitnym Meczetem, a Bosforem. W gruncie rzeczy w którą stronę nie obracałem głowę, tam znajdowało się coś zachwycającego.

Błękitny Meczet, właściwie wieczorna modlitwa, to jeden z najbardziej wzruszających i magicznych momentów jaki spotkał mnie kiedykolwiek podczas podróży. Codzienna gonitwa wielomilionowej metropolii na chwilę ustaje, sprawy ludzkie, wszystko jedno, czy te wielkie dramaty, czy małe radości, wszystko zostaje przed wejściem. Na to kilka minut trzeba się zatrzymać. Popatrzeć w głąb siebie. Chwilę się zastanowić. Przez chwilę gdzieś przynależeć. Naładować akumulator. I dalej w drogę.

Wybudowany na początku XVII wieku meczet jest jednym z najlepszych przykładów tak zwanego stylu klasycznego. 
widok na Błękitny Meczet 

wnętrze:
ornamentyka islamska zabrania przedstawiania 
żywych organizmów i wizerunków Boga

niebiesko

Najbardziej znanym zabytkiem jest Hagia Sophia. Wybudowana jako chrześcijańska świątynia przez cesarza Justyniana I w IV wieku naszej ery, była przez wieki najważniejszą świątynią kościoła bizantyjskiego. W 1453 roku Konstantynopol został zdobyty przez Turków, a świątynia zamieniona w meczet. Wtedy też dodano minarety, mihrab i minbar. Zdobywcy nie zniszczyli budowli, a jedynie zatynkowano lub wyniesione z jej wnętrza wszelkie elementy, których nie dało się pogodzić z prawem islamu (np. malowidła i mozaiki przedstawiające świętych). Po przekształceniu świątyni w muzeum, część z tych malowideł odsłonięto i udostępniono zwiedzającym. 

Ciekawostką jest to, że sułtani świadomie pozwolili sobie na spore odstępstwo od zasad architektury sakralnej. Wiadomo bowiem, że każdy meczet na świecie powinien być zwrócony w stronę Mekki. Hagia Sophia, jako budynek starszy od islamu o ok. 400 lat, oczywiście nie stoi idealnie w tej osi (jest odchylona ok 10 stopni). Dla zachowania oryginalnego kształtu i dopasowania do urbanistyki miejsca, postanowiono jednak trzymać się pierwotnej osi miasta.

Hagia Sophia nocą,
zdjęcie spod Błękitnego Meczetu

i za dnia...

chociaż teraz to Muzeum, przez wieki jednak był to meczet



Życie nocne Stambułu to temat na osobną książkę. Wydaje się, że można spędzić w tym mieście całe życie, a i tak nie odwiedzi się wszystkich klubów, pubów, nocnych punktów gastronomicznych, etc. 
Jednym z obowiązkowych dla turystów punktów na mapie nocnego życia jest ... most nad Złotym Rogiem. Tuż w cieniu meczetu Yeni Cami, na moście ulokowane są setki małych restauracyjek, których pracownicy na bieżąco wyławiają ryby i podają klientom. Do tego obowiązkowo trzeba spróbować tureckiego piwa, np. Efes. 

meczet Yeni Cani

jedna z form podawania ryby.
Fishburger wersja turecka


Po ciężkiej nocy nic tak nie napełnia energią jak głos tysięcy muezinów wzywających na poranną modlitwę i taki widok z tarasu w hostelu.


Muzeum Sztuki Islamskiej, znajdujące się tuż obok Błękitnego Meczetu oferuje unikatową podróż w czasie. Poszczególne wystawy przedstawiają najpierw spuściznę ludów tureckich i arabskich, następnie chronologicznie prezentowane są okresy rozwoju. Nie brakuje oczywiście polskich akcentów, np. obrazy przedstawiające bitwę pod Warną. 

Do tego jeszcze z Muzeum można uchwycić idealną perspektywę. 

japończyk 

No i w końcu Bosfor. Nie umiem zdecydować, czy on bardziej łączy, czy dzieli. Idealnie jednak wpisuje się w klimat Stambułu. Z jednej strony Azja, z drugiej Europa. Z jednej tysiące lat historii, z drugiej innowacja i rozwój. To jedno z tych miejsc, gdzie za podróż transkontynentalną płaci się ok 1 zł., bo tyle kosztuje bilet na tramwaj wodny.


Jedno jest pewne. Nigdzie nie ma takich zachodów słońca jak nad Bosforem.


wieża na placu Taksim i minarety


Są takie miejsca, o których mówi się, że albo się je kocha albo nienawidzi, ale napewno nie zostaję się względem nich obojętnym. Dla mnie taki właśnie jest Stambuł.

I chociaż wiele zostało do opisania, wiele zostało do zobaczenia, to prawdą

sobota, 18 października 2014

Ryska zima

Sylwester 2011r. spędzałem wraz z przyjaciółmi na Łotwie. Parodniowy wypad na "daleką północ" pokazał nam obraz miasta, który nijak się nie miał do naszych wyobrażeń. Było o niebo lepiej! 

Do tego jeszcze okres świąteczno-noworoczny trwa tutaj zdecydowanie dużej z powodu zróżnicowania religijnego (ok. 35% to luteranie, ok 25% katolicy, ok. 20% prawosławni). Całe miasto jest ślicznie udekorowanie. 

 panorama starego miasta z drugiej strony Dźwiny

domki z piernika to podstawowa dekoracja świąteczna!

Ryskie stare miasto zadowoli wielu koneserów. Zabytkowe stare miasto znajduje się na liście UNESCO.  Zabudowa secesyjna stanowi unikat w skali europejskiej. Z uwagi na burzliwą historię regionu trzeba jednak zwrócić uwagę, że Ryga była wielokrotnie niszczona przez najeźdzców. Najstarszym zabytkiem jest Kościół św. Piotra, datowany na początki XIII wieku (1209r.). 


Symbolem Rygi jest ulokowany na rynku głównym Dom Bractwa Czarnogłowych: początkowo paramilitarnej organizacji powstałej w XIVw, (działającej do II wojny światowej). Jej głównym zadaniem było zabezpieczenie trasportu i magazynów. Skupiała tylko młodych i niezamężnych kupców, właścicieli statków oraz najemników. Wraz ze wzrostem znaczenia, stała się organizacją bardzo majętną i prestiżową.




Ryga ma swojego smoka. Wawelski to to nie jest :) ale przynajmniej "lepsza dzielnica".


 na uliczkach starego miasta
w nocy...

 i w dzień.

Polskie akcenty zauważalne są nawet w automatach z jedzieniem....

Ulice nowej Rygi okraszone są prawdziwymi perłami architektury użytkowej.

Osobiście podziwiam architektoniczną spuściznę prawosławia. Wygląd i atmosfera cerkwii mają w sobie bardzo magiczną duchowość. I niezależnie od wielkość zawsze przemawia do mnie ich kameralność i poczucie izolacji.


Ryga dostarcza również ciekawych bodźców smakowych, Króluje oczywiście ziemniak :)

widok z kościelnej wieży.

Magia Rygi to również sposób oświetlania miasta nocą. Wiele bowiem z kamienic zdecydowano się ożywić poprzez użycie oryginalnego połączenia kolorów. Zgadzam się, że nie wszystkim muszą się takie "kicze" podobać. Jednak efekt bywa zachwycający! 

Do tego tłumy na ulicach w noc sylwestrową, śpiewy i tańce. grzane wino i jedzenie z grilla. To był zdecydowanie dobry pomysł, aby właśnie tam spędzać Sylwestra i wchodzić z rozmachem w 2012r.!



Po kilku dniach w Rydze, już wracając do Polski, zatrzymaliśmy się w Jełgawie, lepiej znanej pod nazwą z czasów, gdy należała do Rzeczypospolitej - Mitawa. To właśnie w tym mieście m.in. podpisano pokój ze Szwedami w 1622r. 

Największą atrakcją miasta jest olbrzymi pałac, otoczony wielkim parkiem. Budowę pałacu rozpoczęto w 1738r., na miejscu dawnego zamku zakonu kawalerów mieczowych. Inicjatorem budowy był przedostatni książę Kurlandii i Semigalii Ernst Johann von Biron, który wstąpił na tron w 1737r.. W jego planach było wybudowanie w stolicy księstwa, Mitawie, okazałego pałacu i w 1737r. wysadzono stary zamek w powietrze. Budowa trwała ponad pół wieku. Efekt dalej imponujący.

Obecnie mieści się tutaj siedziba .... Uniwersytetu Rolniczego. 




Ryga to idealne miejsce na parodniowy wypad. Nie jest aż tak daleko i całkiem tanio można się tam dostać. Ceny na miejscu też nie są wyższe od tego, do czego jesteśmy przyzwyczajeni (przynajmniej wtedy, gdy obowiązującą walutą był łat. Teraz to już kraj strefy euro.). Nie ma problemu z dogadaniem się: angielski i rosyjski są słyszalne na każdym kroku. 

środa, 1 października 2014

Moje Chiny; Guangzhou

Guangzhou, po polsku Kanton, miasto w południowych Chinach, a w praktyce wydaje się, że zupełnie w innym świecie. Zdecydowanie kulturowa, ekonomiczna i administracyjna stolica południowej części kraju. To tutaj osiedlali się masowo europejscy przedsiębiorcy w XIXw. Aglomeracja ma prawie 20 milionów mieszkańców. Dla mieszkańców prowinicji południowej to miejsce realizacji wielkich marzeń i coraz częściej wielkich rozczarowań.

Z turystycznego punktu widzenia ciężko jest je ominąć. Wielki węzeł komunikacyjny z bezpośrednimi połączeniami do m.in. Pekinu, Szanghaju, Kunmingu i ... Hongkongu. Szybka kolej pozwala na bardzo sprawną podróż - trwa ona około godziny.

Ludziom marzy się przeprowadzka do Guangzhou, gdzie łatwo można znaleźć pracę w jednej z miliona fabryk. "Guangzhou dream", czyli kantoński sen to już zjawisko na skalę masową. Podobne ruchy migracyjne istnieją również względem wszystkich megapolis; jednakże w przypadku Kantonu jest o tyle rążąco widoczne, gdyż jest to największy ośrodek przemysłowy na południu kraju oraz tereny te są bardzo gęsto zaludnione. 

Nie wszystkim jednak się udaje. Coraz częstszym skutkiem zawiedzionych nadzei ofiar kańtońskiego snu są bezdomność, patalogia i poczucie wykluczenia. Dla wielu Guangzhou to najbiedniejsze miasto Chin.

Założone w 214r. p.n.e. miasto dostarcza miłośnikom historii wielu wrażeń. Nowym symbolem miasta stała się Canton Tower, wieża o wysokości 600m, z tarasem widokowym (w formie ruchomych wagoników). Zarówno za dnia, jak i nocą wygląda imponująco!

Guangzhou Tower 广州塔






Liurong Temple (六榕寺 liùróng sì )
czyli świątynia 6 drzew figowych, to zdecydowanie najważniejsza z miejskich świątyń. Jej konierzenie sięgają właściwie początków buddyzmu na tych terenach. Jej znakiem charakterystycznym elementem jest pagoda, na którą jeszcze w 2007r. można było wejść.



Kanton to również jedna z najważniejszych enklaw katolicyzmu w Chinach. Neogotycka budowla pomiędzy chińskimi kramami z herbatą sprawiają bardzo ciekawą atmosferę.



 Chen Clan Academy (陈家祠 chénjiācí)
Dziewietnastowieczna rezydencja rodziny Chen to idealnie zachowany przykład tradycyjnego mieszkalnictwa. Słynny z bardzo kolorowych rzeźb pokrywających wszelkie możliwe powierzchnie dachów. 





Przybysze z Europy w XIXw. (głównie w okresie wojen opiumowych) stworzyli swoje rezydencje na udostępnionej im wyspie Shamian. W chwili obecnej to popularne miejsce rozrywki i spacerów w "małym kawałku Europy". Także ulubiona sceneria do zdjęć.



Yuexiu (越秀 Yuèxiù)
Ogród położony w centrum miasta słynie z wielkiej kolekcji orchidei. Niestety nigdy nie udało mi się ich zobaczyć w pełnej krasie. Położone centralnie jezioro jest popularnym miejscem romantycznych przepraw łodzią i rowerkami wodnymi. Znajduje się tutaj wielka siłownia na świeżym powietrzu i dobrze utrzymane ścieżki dla biegaczy.


Miasto kolorów. Kanton dostarcza bardzo wielu wrażeń estetycznych, Skwerki kwiatowe, fontanny i ... surowe mięso zamówione przez jakaś restaurację. Poniżej kilka ujęć ze spacerów po mieście.

 gdzieś w Zhujiang



 bulwar nad rzeką Perłową

 Jeden malutki krok do przodu
Wielki krok dla ogłady
 to slogan....
w męskiej toalecie

O mieszkańcach południa Chin krąży pewne powiedzenie:
"Jedzą wszystko, co ma cztery nogi, za wyjątkiem krzeseł;
wszystko co lata, za wyjątkiem odrzutowców;
i wszystko co pływa w wodzie, za wyjątkiem szybkich łodzi podwodnych"

Jest w tym sporo prawdy. Wszystko co się myśli o kuchni chińskiej tak naprawdę dotyczy właśnie kuchni kantońskiej. Wielkie kosze pełne szczeniaków i małych kotków to nie witryna sklepu zoologicznego.... a ceny podawane są za jin - chińską jednostkę miary (= ok. 0,5kg).
Oprócz tego w cenie są żółwie, węże, rozgwiazdy, króliki i ... szarańcze. 





Wizytę w Kantonie polecam wszystkim, którzy wybierają się do Chin. Jest to perełka stereotypów związanych z Chinami.