"Uśmiech wrócił, bo przecież z jednej podróży wraca się przede wszystkim po to, aby móc zacząć przygotowywać się i cieszyć na następną.

Bo życie to musi być podróż."



Śledź Japończyka na fejsbuku!
https://www.facebook.com/najaponczyka


Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nepal. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nepal. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 13 października 2014

Never Ending Peace And Love - opowieść nepalska. cz. II

Kathmandu काठमाण्डु to największe miasto Nepalu. Kotlina, którą teraz zajmuje ta metropolia, uznawana była przez wieki za mistyczną krainę wiecznego szczęścia, jedną z odsłon Shangri La. W obecnym zgiełku, tempie i brudzie stołecznej aglomeracji na próżno szukać spokoju. Kathmandu słynie z brudu i korków. Łatwo się jednak się w tym mieście zatracić. Ja odkładałem wyjazd gdy tylko było to możliwe, przekraczając znacznie granice planów. I z przyjemnością tam wrócę.

Przyjechaliśmy z Pawłem do Kathmandu (na tak zwane "niziny" - 1400m n.p.m.) z Pokhary. Podróż była długa i męcząca. Do tego Pawła łapało mocne przeziębienie. Potrzebowaliśmy taniego, schudnego pokoju i dnia wolnego. Dopiero wieczorem wyszliśmy na krótki spacer po starym mieście, w tym największym placu Durbar i głównym turystycznym deptaku miasta: ulicy Thamel.

I chociaż Nepal to kraj w gruncie rzeczy hinduistyczny, to na ulicy można znaleźć szaszłyki wołowe i wieprzowe! Paweł był zachwycony :)


 Durbar

Thamel

Rankiem okazało się, że Paweł jest chory. Szczęście w nieszczęściu, że dotrzymał aż do Kathmandu, a nie rozłożył się gdzieś w górach. Po śniadanowej porcji leków wrócił do pokoju, ja zaś ruszyłem samodzielnie na odkrywanie miasta. 

Garden of Dreams, czyli "Ogród Marzeń" to chyba jedyne ciche miejsce w centrum stolicy. Ogrodzony wysokim murem, w europejskim stylu, trochę kiczowaty, ale pociągający. Idealny by napić się przepysznej himalajskiej herbaty, poczytać książkę albo mieć lekcje języka nepalskiego (co niestety po kilku godzinach zarzuciłem).




Tuż obok ogrodu jest jeden z najbardziej charakterystyczny budynek Kathmandu: Rani Pokhari रानी पोखरी, czyli Sadzawka Królowej. Wybudowany pod koniec XVII wieku grobowiec związany jest z przepiękną, lecz smutną historią. Otóż syn króla Pratap Malli, jednego z najwybitniejszych władców kotliny Kathamandu, zginął podczas polowania poturbowany przez słonia. Śmierć syna pogrążyła jego matkę w głębokiej żałobie. Pratap Malla, mając nadzieję, że to pomoże w ukojeniu smutku, kazał wnieść grobowiec otoczony sadzawką, do której wlano wody przywiezione z różnych świętych miejsc hinduizmu. W czasie uroczystości pogrzebowej żona króla popełniła jednak samobójstwo, topiąc się w świętych wodach. Jej ciało spoczęło więc obok syna, a wejście do grobowca zamknięto dla wszystkich. 



Jak widać z Kathmandu można zobaczyć ośnieżone szczyty Himalajów. 


W drodze do dzielnicy rządowej można spotkać takie cudeńka, jak auta-latryny. 


Nowy Pałac Prezydencki pozostaje "nowy" tylko z nazwy. Jednak z powodów zbliżających się wtedy wyborów i zamieszek z tym związanych, Pałac został zamknięty dla jakichkolwiek osób z zewnątrz. Zresztą w tym czasie łatwo było spotkać na ulicach uzbrojone przynajmniej w kije, pałki i maczety (pozdrawiamy Kraków) bandy łepków, w tym żołnierzy. Bardzo popularnym elementem kampanii są przejazdy watah motocyklistów z flagami i sloganami. Taka koluna może się składać z kilkuset motorów!




 W wyniku wyborów Partia Komunistyczna przegrała,
co stanowiło duże zaskoczenie.

 Pałac Prezydencki


Główną atrakcją centrum Kathmandu jest wspomniany wcześniej plac Durbar.
Starożytny plac pokryty jest setkami świątyń i pałaców, dzięki czemu został wpisany na listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Na placu, zwłaszcza rano, można kupić dosłownie wszystko: od błogosławieństw, przez kadzidła i szaty modlitewne, po torebki VL robione w sąsiednich Chinach. Przy placu znajduje się również dom Kumari, żyjącej bogini - opiekunki miasta. Dziewczynka wybrana na Kumari musi spełniać mnóstwo nakazów, m.in: "musi wywodzić się w najwyższej kasty Newarów, mieć głos ptasi, a szyję kaczki". Nigdy nie może płakać, ani okazać strachu. Nie może również krwawić w żaden sposób. Dlatego też jeśli Kumari się skaleczy lub zacznie dorastać, uznaje się, że Bogowie się od niej odwrócili. Dziewczyna zostaje dwórką i musi służyć nowej Kumari. Robienie zdjęć Kumari lub innym mieszkankom domu jest rażąco nieeleganckie! 








Położona kilka kilometrów od centrum miasta Świątynia Małp, czyli Swayambhunath स्वयम्भूनाथ स्तुप; to zdecydowanie najbardziej zjawiskowe miejsce w Kathmandu. Jest to świątynia tybetańskiego buddyzmu. Swoją nazwę zawdzięcza niezliczonej ilości małp zamieszkujących to wzgórze. Kompleks pierwotnie składał się z jednej świątyni wraz ze stupą. Teraz jest to zbieranina wielu świątyń, sklepów, klasztoru oraz kilku hoteli. Aby się tam dostać trzeba sforsować 365 stopni. 










 widok na Kathmandu i Himalaje 



Na zakończenie części II (i nie ostatniej) zapraszam na zdjęcia z ulic Kathmandu:
Nie jest to najczystsze miejsce w jakim byłem...








środa, 27 sierpnia 2014

Never Ending Peace And Love - opowieść nepalska. cz. I

Gdy jako dzieciak patrzyłem na mapę świata, intrygował mnie taki zabawny klin wrzucony pomiędzy dwie olbrzymie plamy Chin i Indii. Taki kraj o zabawnym kształcie i lokalizacji. Nepal.
Później dowiedziałem się zdecydowanie więcej: że Himalaje, że Budda się tam urodził, że dużo atrakcji,  że kuchnia całkiem smaczna, a ludzie bardzo sympatyczni. 

Jednak gdy postanowiłem przejechać Nepal w całości, przekraczając granice zachodnią i wschodnią (a nie jak większość turystów południową), nie wiedziałem czego tak naprawdę oczekiwać. Dlatego też bardzo się ucieszyłem na wiadomość, że Paweł do mnie dołączy, przynajmniej jakiś czas pojeździmy razem. 

przebyta trasa

Dojazd do przejścia granicznego w Banbasie nie jest łatwy. Nie jest to przejście graniczne oblegane przez turystów, a już na pewno takich, którzy nie dysponują swoim środkiem transportu. Ja zdecydowałem się na taką konfigurację: 
Rishikesz -- (tuktuk) --> Haridwar -- (pociąg) --> Bareilly -- (autobus) --> Philibhit -- (autobus) --> Banbasa miasto -- (ryksza) --> granica (pieszo) -- (dach terenówki) --> Mahendranagar.

Na granicy nepalski urzędnik emigracyjny zaprosił mnie na herbatę i pogadankę, podczas gdy wniosek wizowy podlegał rozpoznaniu. Zawiązała się taka rozmowa:
A: "Dlaczego chcesz do Nepalu?" 
Ja: "Bo słyszałem, że to najpiękniejszy kraj na świecie."
A: "To akurat prawda. Ale dlaczego chcesz akurat teraz? Zbliżają się wybory. Komuniści zamkną wszystkie drogi. Nie będziesz miał czym jeździć. Będą strzelać. Na pewno Cię okradną."

Muszę przyznać, że trochę się przestraszyłem i postanowiłem tę chwilę oczekiwania na przyjazd Pawła (napotkał małe problemy, które zaskutkowały 2dniowym opóźnieniem) wykorzystać na porządne rozpoznanie sprawy.


 droga do granicy po stronie indyjskiej

 granica na rzece (kanale) Sarda

 Mahendranagar - pierwsze miasto po nepalskiej stronie granicy

Do hotelu gdzie mieszkałem w Mahendranagarze około 2h po moim zameldowaniu przyszła policja, obudziła mnie i zaczęła pytać dla jakich mediów pracuję. Jak zacząłem zaprzeczać i tłumaczyć, że jestem zwykłym turystą to nie uwierzyli. Nie wyglądało to kolorowo. I tak wpadali raz na czas sprawdzić co u mnie. 
Jednak gdy przyjechał Paweł to trochę nalegałem, żebyśmy pomimo jego zmęczenia ruszyli na wschód. 

podróż na dachu autobusu

Pierwszym celem był Park Narodowy Bardia - miejsce na tyle oddalone od głównych szlaków turystycznych, że wciąż zachowujące swój unikatowy charakter. Spotkania z (nie zawsze) dzikimi zwierzętami są na każdym kroku. Nie udało nam się jednak podczas naszego pieszego safari zobaczyć tygrysa.... Miejsce to ma sporadycznie elektryczność, bieżącą wodę a nawet Internet! To były dobre dni.

 nasza chatka w dżungli

 wejście do parku







 centrum ratunkowe słoni


Kolejny nocleg w okropnym hotelu w miejscowości Butwal. Robactwo, krew na ścianach, zabijana koza i smród byłem w stanie nawet całkiem dobrze znieść. Jednak ta liczba komarów spowodowała, że praktycznie nie zmrużyłem oka. Jak tylko gdzieś się odkryłem to cięły, a jak siedziałem w kokonie to się gotowałem.... Lumbini - miejsce urodzenia Buddy - było tego warte! 

Znajduje się cała masa świątyń - każda dla innego odłamu buddzymu. Sprawia to, że w kilka minut można przenieść się ze Sri Lanki do Japonii, z Mongolii do Myanmaru, z Korei do Tajlandii. 
 świątynia nadbudowana nad miejscem urodzenia Buddy 
a obok jeden z filarów Aśioki.


Prawdziwym celem chyba każdego wyjazdu do Nepalu są góry. Dla nas pierwszy kontakt z ośnieżonymi szczytami Himalajów przypadł podczas zwiedzania góry Manakamana. Zwiedzania góry? Tak, ponieważ na szczycie, do którego prowadzi kolejka linowa, znajduje się jedna z najważniejszych świątyń hinduskiej bogini Bhagwati. To o tyle specyficzne, że w zamian za zwiększenie szans na posiadanie męskiego potomka, w ofierze składa się tutaj zwierzęta. W kasach biletowych kolejki linowej można kupić bilet dla kozy. Niestety zawsze w jedną stronę. Widoki ze szczytu Manakamany zaparły nam dech w piersiach. Wtedy do nas dotarło: TO SIĘ DZIEJE NAPRAWDĘ! HIMALAJE!

 turyści może i przepłacają,
ale przynajmniej jadą w dwie strony....






Będac w Nepalu nie sposób nie pojechać do Pokhary. To istna Mekka wszystkich podróżników. Po ponad tygodniu jeżdzenia poza szlakami turystycznymi, płynięcie z prądem było przez chwilę całkiem przyjemne. 

Pokhara ma wszystko czego można sobie wymarzyć. Cudne widoki na Annapurnę, a zwłaszcza na Machhapuchhare, bliskość dolin himalajskich, jezioro Phewa, Pagoda Pokoju i dobra baza noclego-żywieniowa sprawiają, że ciężko przewidzieć ile czasu powinno się tutaj zostać. Ci, którzy ruszają na ścieżki swoich tras chętnie słuchają opowieści i rad tych, którzy właśnie wrócili.To prawdziwy kiermasz informacji. 

Nawet Ci, co nie zamierzają wielkich wędrówek powinni wybrać się na górę Sarangkot. Widoki są wręcz niesamowite! Warto jednak wybrać się tam na wschód słońca, gdyż później kapryśna i skromna Annapurna często okrywa się chmurami.

 jezioro Phewa

 Machhapuchhare górująca nad miastem


 ta niższa góra to Sarangkot, wyższa - jedne z wierzchołków Annapurny

A oto kilka ujęć z obu naszych wizyt na Sarangkocie:



 skoki paralotniatskie to główny sposób "zejścia" z Sarangkotu do miasta. 


Kto mówił, że skuterami nie dary jeździć offroad?!
Nam jeździło się doskonale!
W okolicach Pokhary stoi też jedna z Pagód Pokoju.


No i na koniec części pierwszej dwa zdjęcia jak Nepalczycy opanowali PR.
Napis pierwszy z jednej z restauracji w Pokharze: Desery: życie jest niepewne - zjedz deser póki co. 

Napis drugi zaś tłumaczy skąd się wzięła nazwa kraju: Nepal to kraj niekończących się pokoju i miłości. I w pełni się z tym zgadzam.

To dopiero połowa relacji z tej podróży po Nepalu. Na część II zapraszam już niebawem.